Witold Zglenicki na początku XX wieku był jednym z najbogatszych ludzi świata. Polski inżynier górnik i geolog dorobił się majątku na wydobyciu ropy naftowej z dna Morza Kaspijskiego (Baku, Azerbejdżan). Zglenicki wprowadził w wydobyciu ropy naftowej modyfikacje techniczne, które umożliwiły bezpieczne pozyskiwanie ropy z dna morskiego. W 1893 roku stworzył aparat do pomiaru odchyleń i krzywizn szybów wiertniczych. Wynalazek umożliwił zwiększenie tempa wierceń oraz przyczynił się do ograniczenia liczby wypadków oraz pożarów naftowych. To była rewolucja w branży naftowej, która sprawiła, że o Baku zaczęto mówić „naftowe El Dorado”, bo złotem była tam ropa. Zglenicki był posiadaczem wielkich pół naftowych, które przynosiły ogromne dochody.

Niestety krótko cieszył się swoim sukcesem. Zachorował na cukrzycę, która na początku ubiegłego wieku była nieuleczalna. Zmarł 6 lipca 1904 w Baku. Miał wtedy 54 lata. Zgodnie z ostatnią wolą został pochowany w grobie rodzinnym na cmentarzu w Woli Kiełpińskiej (gmina Serock).

W testamencie Zglenicki zadbał o swoją życiową partnerkę, z którą miał syna Anatola. Ale największą część majątku przekazał na finansowanie nauki w Polsce. Była to największa w 1000 letnich dziejach Polski darowizna na rzecz rozwoju rodzimej nauki. Zglenicki zażyczył sobie, by dochody z pół naftowych finansowały nagrody „w rodzaju noblowskich nagród”. Dlatego Zglenicki czasem bywa nazywany „polski Nobel”.

Niestety dzieło Zglenickiego nie przetrwało do naszych czasów. Po rewolucji październikowej w 1917 roku władza radziecka znacjonalizowała roponośne działki Zglenickiego. W czasie II Rzeczpospolitej podejmowano próby dialogu z władzami sowieckimi, ale bez pozytywnych rezultatów. W czasie politycznej okupacji Polski po II wojnie światowej przez ZSRR postać Witolda Zglenickiego była na indeksie nazwisk zakazanych. Cenzura komunistyczna pilnowała, by była cisza wokół człowieka, który był największym darczyńcom polskiej nauki.

#nobel #nauka #ciekawostki #historia